Top

Poszukując połączenia z wygnaną przeszłością

 

 

„(…) nie jestem w stanie zaprzeczyć, że na moich doświadczenia, na rozwoju mojej osobowości odcisnęła piętno historia; najbardziej charakterystycznym rysem dwudziestowiecznej historii jest zaś to, że całkowicie neguje ludzką osobę i osobowość człowieka. Jak więc znaleźć związek pomiędzy moją osobowością ukształtowaną w wyniku doświadczeń, a historią, na każdym kroku negującą czy niszczącą moją osobowość? Ci, którym dane było przeżyć choćby jeden z dwudziestowiecznych totalitaryzmów, czy to nazistowiski, czy ten drugi, spod znaku sierpa i młota, zrozumieją kłopoty, jakich nastręcza mi powyższy dylemat.”

Imre Kertesz, „Język na wygnaniu”

 

Słowa Imre Kertesza (2) rozpoznajemy w Polsce intuicyjnie, bo też historia dwóch systemów totalitarnych w XX wieku jest u nas tak podobna. Kertesz odwołuje się do doświadczeń tych, którzy je przeżyli, ja myślę dziś o ich potomkach, kolejnych pokoleniach, które następują po pełnych przemocy wydarzeniach ubiegłego wieku, ale pytanie, które się pojawia jest podobne – w jaki sposób możemy znaleźć relację pomiędzy historią a osobowością? I, co być może jest nawet ważniejsze pytanie dla pokolenia postpamięci do którego należę – jak jej poszukiwać aby kolejny raz nie zanegować doświadczeń przeszłości i teraźniejszości?

 

Marci Shore (3), którą wspominam w jednym z wcześniejszych tekstów przedstawia w „Smaku popiołów” dylemat historyków chcących pisać o traumatycznej rzeczywistości (i można tu powiedzieć, że dylemat psychologa jest podobny). Shore cytuje dystopijną powieść Margaret Atwood „Pamiętniki podręcznej, gdzie „w ostatnim rozdziale, rozgrywającym się długo po makabrycznych wydarzeniach, historycy siedzą spokojnie w sali konferencyjnej, starając się intensywnie zrozumieć totalitarne piekło, które dawno minęło”. Studiują odkryte rękopisy z pełną świadomością, że ich źródła są niepełne, świadomi rozbieżnych motywów i specyficznych warunków kulturowych. Za wszelką cenę chcą pozostać obiektywni, i, jak mówi Shore, choć nie robią nic złego, czytelnika przejmuje zimny dreszcz pod wpływem ich naukowego obiektywizmu i obojętności.

 

Poszukiwanie relacji do przeszłości zawsze jest naznaczone tego rodzaju dylematami. Identyfikacja z emocjami, płynącymi z przeszłości, lub tymi, które przeszłość budzi, przychodzi z łatwością i nieuchronnie prowadzi nas do jednostronnej postawy. Naukowy dystans zapewnia obiektywizm, który sam w sobie może stać się racjonalistyczną obroną przed możliwą transformacją bolesnych obszarów doświadczenia. Oficjalne wersje narracji historycznej stwarzają dodatkową presję, szczególnie, gdy stają się źródłem gorących dyskusji i rozszczepiennych reakcji w obrębie kultury. Język kształtowany mitami kulturowymi i nawiedzony historycznym cierpieniem często nie jest w stanie objąć głębszych poziomów doświadczenia, które nie przestają wpływać na nasze bieżące życie.

 

Powyższe opisy są jedynie z pozoru ogólne. „Historyczny dramat zawsze rozgrywa się w życiu pojedynczych osób” pisze Shore, a ja dodałabym tu, że rozgrywa się on również w codziennych postawach, z których czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Możemy odreagowywać historyczny dramat długo po jego zakończeniu i pomimo intensywnych prób zachowania obiektywizmu, które są szczególnie ważne tam, gdzie historia była narzędziem politycznej manipulacji. Z drugiej strony obiektywizm, czy dystans może odbierać nam osobistą relację do historii, która jest niezbędna, jeżeli mamy odnieść się do jej znaczenia na poziomie naszego indywidualnego życia, w którym przejawia się, bez względu na to, czy w sposób oczywisty, czy z ukrycia.

 

Najważniejsza lekcja, które pozwoliła mi zrozumieć jak kształtowała się moja własna postawa wobec historii (jako trzeciego pokolenia powojennego), płynęła z prywatnej rozmowy z kobietą w wieku moich rodziców (co oznacza, że urodziła się krótko po zakończeniu II wojny światowej i spędziła swe dorosłe życie w większości pod komunistycznymi rządami), którą odbyłam kilka lat temu. Gdy rozmawiałyśmy o historii Polski, powiedziała:

 

„Były takie czasy, gdy nie mogłam znieść oglądania filmów o wojnie i wciąż oglądam je bardzo rzadko. Myślę, że jestem zagubiona w historii. Tak naprawdę całe moje pokolenie jest zagubione w historii. Wiele osób z mojego pokolenia identyfikuje się z tym, co mówi ta, czy tamta partia polityczna. Ja nie identyfikuję się z żadną z tych opcji. Wiele rzeczy dotyczących historii Polski było nieobecnych, gdy się ich uczyłam, inne były opowiadane zupełnie inaczej niż teraz. A dla mnie jest już za późno, nie przeczytam tego wszystkiego, więc nie mam i nie będę miała pełnego obrazu. To czyni mnie zagubioną w historii.”

Słowa te mają ogromne znaczenie. Odnoszą się do historii pokolenia, które urodziło się ze straumatyzowanych rodziców i przeżyło swoje życie w czasach, gdy tragedia była na porządku dziennym i „nie istniały niewinne decyzje” (4). Ewa Lipska w cytowanym wcześniej wierszu opisuje je jako pokolenie, którego narodzeniem „oddano cześć – zabitym”, pokolenie niosące „przestrzeloną pamięć”. Patrząc z psychologicznej perspektywy możemy powiedzieć, że jest to pokolenie, które niesie pamięć traumy, ale jego pamięć traumatyczna (własna, bądź odziedziczona od rodziców w formie nieświadomego depozytu) często nawiedza ich w problemach zdrowotnych, ogólnych nastawieniach, czy stanach depresyjnych, bo to, co dźwigają to zwyczajnie za dużo.

 

Odnoszenie się do tamtego czasu jest teraz całkiem proste. Mamy dostęp do plików, o których myśleliśmy, że nigdy nie będziemy ich przeglądać. Możemy czytać przedstawiające różne, czasem sprzeczne punkty widzenia książki historyczne. Możemy pisać otwarcie o swoich opiniach. W zeszłym tygodniu znalazłam w Internecie obrazek umiejscawiający Polskę pośród nie tak znowu dużej liczby krajów, które mają bardzo dobrą sytuację, jeżeli chodzi o wolność prasy. Ale przed moim pokoleniem, zrodzonym z pokolenia rodziców „niedosłyszanych w hałasie początku”, z pokolenia czasu, w którym żadna decyzja nie mogła zachować swej niewinności” stoi nadal pytanie – w jakim stopniu jesteśmy w stanie odnieść się do nawiedzającej nas przeszłości jednocześnie zachowując przez swe działania kontakt z teraźniejszością (4) i czy nasza przeszłość może uzyskać swą „wolność prasy”. Nawiązanie relacji do przeszłości historycznej, która często dla nas jest źródłem lęku, gdy obronnie delegujemy ją w obszar nieświadomy, może czasem przynieść zaskakujące odkrycia, gdy doświadczenie i język wraca z wygnania.

 

Zdjęcie nagłówkowe: Młoda kobieta na pomniku ofiar Holokaustu w Berlin. Photo: IRIS/Scanpix. Źródło.

 

Czytam:

 

1). Margaret Atwood – Opowieść podręcznej

2). Imre Kertesz – Język na wygnaniu

3). Marci Shore – Smak popiołów

4). Schwab, G. – Haunting Legacies: Violent Histories and Transgenerational Trauma

 

 

Małgorzata Kalinowska

Analityczka jungowska, tłumaczka, autorka tekstów z zakresu traumy kulturowej, psychoanalitycznego treningu i płynnej nowoczesności.

Post a Comment

Simple Share Buttons